Kontakt   

 NOWY GRACZ » FRAGMENTY ODRZUCONE

"CZY OKO MOŻE ZOBACZYĆ SAMO SIEBIE? CZY NÓŻ MOŻE SAM SIEBIE POKROIĆ?"
 
 
M
I
L
C
Z
Ą
C
Y
 
G
Ł
U
P
O
L
 
U
C
H
O
D
Z
I

Z
A
 
M
Ę
D
R
C
A


 


 
Z rodziału VI - "Złom budzi się".
   Walkirie rżały głośno. Nienaturalne grymasy uśmiechów odwracały uwagę od skrytej na dnie oczu prawdy. Bo wiedzieć wam trzeba, moi kochani, że oczy niekochanych kobiet są jak leśne stawy, w których nikt jeszcze nie pływał. Łagodnie trwają tęskniąc co noc do plusku silnych ramion i krzyku kąpiących. Księżyc odbija się w gładkiej tafli. Pochylone drzewa, co nie raz wydały już owoce, niemo kpią zaglądając w głąb. Odległe punkciki gwiazd, palą jak rozżarzone węgle. Czasami spóźniony powiew zmarszczy lico wody przynosząc na krótko ulgę przed okrutnym demonem samotnego trwania.
   Ukojenie przynosi rzęsa i tatarak co idąc od brzegów z latami zarastają wnętrze. Gwiazdy już nie kłują niezmienionym trwaniem. Drzewa pochowały szydzące paluchy. Światło księżyca blado rozkłada się na stygnącej pleśń torfu. Ale gdy ostatni promień zatrzyma się na zasklepionej skorupie, gdzieś tam na samym dnie niegdyś czystej wody, bakterie zaczynają swój powolny taniec. Żółknąca breja, co miała dać nowy początek, stała się oto matką dla kłujących komarów. Leśne oczko, co jeszcze nie tak dawno mogło skusić znużonego wędrowca, zamieniło się w trzęsawisko. Cuchnące bąble metanu odstraszają ostatnich odważnych wabiąc już tylko zimnokrwistą gadzinę.
   Tak, tak, moi kochani. Uwierzcie na słowo staremu pieśniarzowi, rajfurowi, co moczył się już w tylu stawach i jadł chleb z tylu pieców, że zawiłą księgę miłości czyta jak pijany klecha brewiarz. Uwierzcie, że rechot stada ropuch na brzegu bagna ładniej brzmi niźli zapiekły śmiech zawistnej kobiety, co nie zaznała potęgi miłości.


Początek rozdziału "YNY Souls" - w całości usuniętego.
- Lili, ustal gdzie w Antwerpii znajdę jakiegoś pasera od trefnych bryczek - powiedział Jacques domykając drzwi wozu.
- W tej chwili koguciku - odparł doxer.
   Mężczyzna zerknął w lusterko, jakby chciał się upewnić, czy nie ma na głowie grzebienia. Zobaczył pokrytą kilkoma strupami twarz z telefonem przy uchu. Na lewym policzku wciąż tkwił opatrunek.
- Lili. Od dziś nie mów do mnie koguciku. To zbyt ehh..., zbyt ehh...
- Przyjęłam - przerwała mu Lili. Doxery z rzadka potrzebowały wyjaśnień. - Sprawdzam lokalne bazy, indorku.
Francuz wzdrygnął się.
- Ehh..., Lili. Indorku też do mnie nie mów. No wiesz, w ogóle żadnych ptaków. To jest zbyt ehh..., zbyt ehh...
- Przyjęłam - znów przerwała mu automat. - Poszukiwania w toku.
  Jacques odchylił plaster do połowy, skrzywił się, a później zerwał go mocnym szarpnięciem. Tym sposobem twarzy przybył kolejny strup i znikł kolejny opatrunek. Mężczyzna wyrzucił go przez okno i przełożył komórkę do ucha.
- Lili, jestem w Ferrari Enzo. Masz jakieś wejście.
- Najpierw musimy się sprząc.
Jacques kiwnął głową i umieścił telefon w niewielkiej niszy zakończonej szypułkowatą anteną. Urządzenia zaczęły się komunikować, a doxer, nie przerywając przeszukiwania zasobów uruchomił drugi wątek i po chwili ciepły głos Lili pojawił się we wszystkich głośnikach.
- Ładuję moduły i interfejsy sterujące. Jest dostęp do audio i globalnego sytemu pozycyjnego.
- Dobrze to wystarczy. Może puść teraz mój ulubiony kawałek. I to na full, Lili.


Z rozdziału XXI - "Kamyczki"
   Ale zostawcie to jałowe roztrząsania i pójdźcie w drzewa. Wejdźcie w szum, w ten dojrzały blask księżyca, co spływa zagadkowymi plamami po chropawej korze olchy. Posłuchajcie jak stare mądre pnie mamroczą swoje historie. Im dajcie wiarę i sobie. Tylko sobie.
    Szczęśliwcy - szumiały liściaste olchy po drugiej stronie parkanu  - bo czyż istnieje wspanialsza nagroda od tego co was do życia powołało niż nagła i niezapowiedziana śmierć? „Od śmierci gwałtownej uchowaj nas Panie” - mamroczą klechy, lękliwie wznosząc spojrzenia ku niebu. A wy ich naśladujecie, jak oślepione wróble tłukące się po zamkniętej stodole. Jak byście byli niespełna rozumu. Bo czy może być zdrowa na umyśle istota, która chce umierać powoli i na raty miast gwałtownie i na raz. Czy nie lepiej zginąć przebity nagłym piorunem, przywalony drzewem, rozpryśnięty na bruku jak rozdeptany chrząszcz niż zdychać po kawałku w atmosferze podszytych strachem mrzonek o przyszłym wspanialszym życiu. Bólu się bójcie, nie śmierci! Oczekiwania na śmierć się bójcie, a nie śmierci samej!
   Ze lęku przed niewiadomym zamknęliście oczy na światło prawdziwe co bije z życia  jak blask czystego złota; wyparliście się jedynego prawdziwego Boga, który został wam dany, króla co pociąga za sznurki wszechświata. Wyrzekliście się RZECZYWISTOŚCI, a z nią prawdy, dobra i piękna.
   Co macie w zamian? Tysiące poprzebieranych w kolorowe szaty pajaców mamroczących pod nosem idiotyczne strofy, które mają was ochronić przed okrutnym zębem czasu, jak zaklęcie szamana przed wybuchem wulkanu, albo, co jeszcze gorsze, ateistów oferujących wieczny spokój, nieuków, którzy zapomnieli, że pustka jest doznaniem żyjącego w ogołoconym z przedmiotów świecie, zaś w przypadku waszego zejścia jest dokładnie na odwrót: to was nie będzie, to wy się rozpadniecie w proch, a nie świat. Co czuje świeca, która dopala się do końca? Co czuje głowa, którą przepoławia młot Wikinga? Oto pytanie godne filozofa.




Piewotny projekt okładki.



 




Zobacz także:
  >  Dlaczego nie należy budzić śpiących psów?
          - Kolejna zdumiewająca zagadka.

  >  Co to znaczy  2 b | ! 2 b
          - Zagadka hakerska.
          - Wskazówka - na lewo patrz

  >  Lakeside software - Kobiety potrfaią być bardzo przebiegłe.




 

  » dopóki się go lepiej nie pozna - powiedziała Natalia o pewnym mężczyźnie. Sprawdź  tutaj o co chodzi


Copyright © 2004 - 2008 by Eryk Algo. Wszelkie prawa zastrzeżone.  
Wykorzystywanie materiałów z tej strony tylko za wyraźną zgodą autora.