Nie martw się, jutro będzie gorzej Nowy gracz
autor: Damian Kopeć (2004-03-12)
ocena recenzenta:          (8/10)Jestem w rozterce. Skończyłem czytać i wpadłem w stan nieokreśloności i niepewności jak niedowidzący ślepowron w turbiny samolotu, który to ptak zamyślił się nieoczekiwanie
nad zasadą nieoznaczoności Heisenberga. "Mężczyzna krzyczy z całych
sił. To jedyne, co mu pozostało. Dźwięk jest tak silny, że wykrzywia i
tak chwiejną dziś rzeczywistość."
Twórczość literacka jest jakimś odbiciem chwiejnej rzeczywistości,
osobowości piszącego i jego twórczej kreacji. Połączeniem chęci,
planów, możliwości i różnorakich ograniczeń. I tak jest i tym razem. To
co wprowadziło mnie w stan deprymującego niepokoju, to niemożność jasnej, konkretnej oceny książki.
Tak się zdarza gdy jeden element zachwyca, a inny odrzuca. Coś
intryguje i wciąga, a coś nudzi lub budzi sprzeciw. Ważne jest jednak w
ogólnym rozrachunku to, że są, jak dla mnie, elementy wyraźnie pozytywne i na swój sposób to one przeważają.
"Wszyscy dawali się nabrać na ten niemy spokój. Powiem ci jedno,
kochanie moje: milczący głupol uchodzi za mędrca, dopóki się go lepiej
nie pozna."
Nowy gracz jest połączeniem technologicznego (głównie informatycznego) science fiction, książki akcji a la Robert Ludlum,
podanych w miarę lekkostrawnej postaci zbioru obserwacji świata i
naszego polskiego podwórka oraz ogólnych rozważań natury filozoficznej
(prostych i złożonych zarazem). Niezła, wybuchowa można by rzec,
mieszanka. Ale jak to z mieszanką, trudno zaspokoić wybredne gusta
wszystkich.
Najwięcej, ilościowo rzecz ujmując, jest w książce akcji. Opisanej
językiem ostrym, szczypiącym jak czerwona, cienka, zdradliwa papryka
chilli. Doprawionej cynizmem bohaterów żyjących w niezbyt odległej,
wyobrażalnej przyszłości. Oplecionej wszechobecną Siecią, nieślubnym dzieckiem Internetu.
Akcja jest zrozumiała dla każdego. Pewne odniesienia do rzeczywistości
tylko dla nas, Polaków. Zagadnienia technologiczno-informatyczne w
zasadzie dla wszystkich, którzy są w stanie czytać. Są dosyć dokładnie
i zrozumiale tłumaczone na bieżąco w książce.
Pewne problemy filozoficzne będą jednak miały swój wyjątkowy smaczek
tylko dla niektórych. Tak jak kawior astrachański popijany oryginalnym
szampanem. "Życie nie może być czymś oderwanym od materii. Musi być
wpisane w nią samą, a jednocześnie obce jej. Bo żywy kot i martwy kot,
choćby to był nawet kot samego Schrodingera, to zupełnie coś innego."
To co zasługuje na pochwałę to świetny pomysł i dobrze przemyślana
koncepcja całości. Coś co w książkach akcji spotyka się wbrew pozorom
niezbyt często. Osobiście wolałbym jednak inne opakowanie. Ale to jest
już kwestią gustu.
"Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się kocim filozofom”.
Najbardziej podobały mi się następujące rzeczy: dobrze rozwinięty
pomysł, utrzymujące się do samego końca napięcie i dobre zakończenie;
fragmenty dotyczące ogólnych rozważań filozoficznych oraz pewne
smakowite, podane na ciepło, kawałki naszej rzeczywistości polane wybornym słodko-kwaśnym sosem.
Najmniej: naturalizm (także języka), opisy seksu i przemocy. Taki
brutalny obraz rzeczywistości pojawia się w wielu filmach sensacyjnych.
Jest to jednak tylko jedno z odbić w jednym z krzywych zwierciadeł
lustrzanej sali świata.
Ciemna, przejaskrawiona twarz rzeczywistości. Ale świat ma wiele
twarzy, i w tym tkwi jego urok i tajemnica. Zdaję sobie sprawę z
ciemnych stron życia, ale nie mam ochoty czytać o nich. "...wielu
wybitnych ludzi budowało teorie piękne jak najcudniejsze pałace, a sami
przez całe życie mieszkali w nędznych lepiankach." Polecam szczególnie
niektóre rozdziały, jak świetnie napisany fragment z agentem Trypuckim,
panem Kappą w roli generała Malcolma i pułkownikiem Zajączkiem. Zwracam
też uwagę na fragmenty z profesorem Braunem i doktorem Mazurkiem.
To dla tych co będą chcieli (lub już to uczynili) sięgnąć po książkę.
"Ja się naprawdę staram, ale czasami mam takie wrażenie, jakbym była
zawieszona w próżni. Jakbym była zupełnie obca. Dla wszystkich razem i
dla każdego z osobna."
Pozostaję zatem w pewnym niedosycie. I patrzę w przyszłość,
także tą cyfrową, z nadzieją. Qlf1 (słowo w zastosowanej w książce
konwencji języka cyfrowego świata) "Jednak jest niemożliwe, aby
fragment mógł zrozumieć zamysł całości"
P.S. Szkoda mi okładki. Seria książek s-f KiW ma niezłą, przyciągającą
wzrok oprawę graficzną, ale ta blada, szara twarz ze starej
przedwojennej fotografii po prostu psuje wygląd.
• skomentuj recenzję
|